ReSet Costa del Sol - tydzień, który przypomniał nam, jak dobrze smakuje życie
ReSet Costa del Sol - tydzień, który przypomniał nam, jak dobrze smakuje życie
Są takie wyjazdy, po których wraca się zmęczonym od nadmiaru atrakcji, zdjęć do zrobienia i miejsc do „zaliczenia”. I są też takie, po których wraca się spokojniejszym, lżejszym, bardziej obecnym. Nasz majowy ReSet był właśnie tym drugim.

Od 29 kwietnia do 6 maja mieszkałyśmy w przepięknej willi w Mijas, zaledwie kilka minut od klimatycznego Mijas Pueblo. Już pierwszego wieczoru wiedziałyśmy, że to nie będzie zwykły wyjazd. Po przylocie odebrała nas cudowna Emilia, która przywitała nas kolorowymi wieńcami kwiatów i lampką schłodzonego szampana. Było ciepło, pachniało wakacjami i hiszpańskim wieczorem, a my po kilku godzinach podróży usiadłyśmy razem przy pierwszej wspólnej kolacji, próbując lokalnych serów, oliwek, świeżych warzyw i hiszpańskich przysmaków. Już wtedy miałyśmy wrażenie, że czas zwolnił.


Każdy poranek zaczynał się spokojnie. Bez pośpiechu, budzików i napiętego planu dnia. Śniadania jadłyśmy w naszej willi, delektując się słońcem i widokiem na Costa del Sol. Na stole pojawiały się pożywne owsianki przygotowywane na bazie jogurtu kokosowego z dodatkiem świeżych borówek, truskawek, orzechów i pestek dyni, ale też hiszpańskie sery, oliwki, świeże owoce, migdały i lekkie przekąski. Wszystko było proste, naturalne i dokładnie takie, jak powinno być podczas prawdziwego resetu.


Pierwsze dni upływały nam na leniwym odpoczynku przy basenie, rozmowach i chłonięciu tego niezwykłego klimatu. Popołudniami spacerowałyśmy po urokliwym Mijas Pueblo, gdzie białe uliczki, kolorowe donice i spokojna atmosfera sprawiają, że człowiek naprawdę zaczyna oddychać inaczej. Jeden z wieczorów spędziłyśmy w chiringuito Casablanca przy plaży w Torremolinos. Na stole królowały krewetki oraz słynne hiszpańskie espetos de sardinas, czyli sardynki pieczone nad ogniem w typowy andaluzyjski sposób. Później wróciłyśmy do naszej willi, a wieczór zakończyłyśmy w ogrodzie pod pełnią księżyca, przy hiszpańskich serach, winie i rozmowach, które przeciągnęły się do późnej nocy.

Kolejne dni były dokładnie takie, jak chciałyśmy - bez presji i bez odhaczania punktów z listy. Był czas na leniwe poranki przy basenie, spacery i odkrywanie kolejnych miejsc Costa del Sol. Zwiedziłyśmy Marbellę, jej stare miasto, ogrody i słynne rzeźby Salvadora Dalego, odwiedziłyśmy Puente Romano oraz Puerto Banús, gdzie luksus miesza się z typowym hiszpańskim luzem.


Jednym z piękniejszych momentów była wycieczka do Kordoby. Choć była to najdalsza destynacja naszego wyjazdu, nadal odbywała się w rytmie ReSetu - spokojnie, bez pośpiechu i z ogromną uważnością na chwile. Trafiłyśmy tam tuż przed słynnym festiwalem Patio, dzięki czemu całe miasto było już udekorowane kwiatami i przygotowane na świętowanie. Dodatkowo był to weekend pełen hiszpańskich uroczystości - ślubów, komunii, wieczorów panieńskich i rodzinnych spotkań. Ludzie tańczyli na ulicach, śpiewali i celebrowali życie w sposób, którego chyba trochę nam w Polsce brakuje.


Udało nam się także zdobyć stolik w klimatycznej restauracji Doble de Cepa, gdzie trafiłyśmy na pokaz flamenco i prawdziwą ucztę hiszpańskich smaków. Jadłyśmy tradycyjne rabo de toro, czyli długo duszony ogon byka, chłodnik salmorejo, chrupiące berenjenas con miel - bakłażany z miodem, oraz sałatkę z kozim serem. To był wieczór pełen emocji, muzyki i smaków, których nie da się zapomnieć.

Kolejne dni przyniosły nam dalsze odkrywanie wybrzeża. Spacerowałyśmy promenadą w La Cala, zatrzymałyśmy się w beach clubie Único, gdzie jadłyśmy gambas pil-pil, nachosy z salsą i popijałyśmy daiquiri, a później odwiedziłyśmy Benalmádenę i jej port pełen sklepików, łódek i wakacyjnego klimatu.


Ogromne wrażenie zrobiła na nas również Estepona. To miejsce zachwyca dosłownie wszystkim - kolorowymi uliczkami, kwiatami, spokojem i piękną nadmorską promenadą. Zjadłyśmy tam paellę oraz lokalną rybę rosada, a spacerując po mieście, odnalazłyśmy także wiersz Wisławy Szymborskiej, co było jednym z tych małych, niespodziewanych momentów, które zostają w sercu na długo.



Przedostatni dzień był wyjątkowy również dla mnie osobiście. Dziewczyny pojechały wtedy do Rondy pod opieką Moniki i Emilki, a ja zostałam sama w naszej willi. Ćwiczyłam, odpoczywałam, siedziałam w ciszy, chłonęłam słońce i po prostu byłam sama ze sobą. I chyba właśnie wtedy najmocniej poczułam sens całego tego wyjazdu. ReSet nie był ucieczką od życia. Był przypomnieniem sobie, jak dobrze smakuje życie, kiedy naprawdę się w nim jest.


Ostatni dzień naszego ReSetu miał w sobie coś wyjątkowego. Może dlatego, że żadna z nas nie chciała jeszcze wracać do codzienności. Lot miałyśmy dopiero wieczorem, więc mogłyśmy spokojnie nacieszyć się tym miejscem po raz ostatni. Zjadłyśmy wspólne śniadanie, jeszcze chwilę poleżałyśmy w słońcu przy basenie i chłonęłyśmy ten widok, który przez cały tydzień stał się naszą codziennością. Było w tym dużo wdzięczności i spokoju, ale też takie ciche wzruszenie, że coś pięknego właśnie dobiega końca.
Później pojechałyśmy do Malagi, która idealnie zwieńczyła cały wyjazd. Spacerowałyśmy po porcie Muelle Uno, przysiadałyśmy na kawę, kupowałyśmy ostatnie pamiątki i po prostu celebrowałyśmy wspólny czas bez pośpiechu. Ciepłe powietrze, palmy, widok jachtów i ten charakterystyczny hiszpański luz sprawiły, że nawet ostatnie godziny miały w sobie coś magicznego. Wracałyśmy do Polski spokojne, uśmiechnięte i z poczuciem, że ten wyjazd zostanie z nami na długo nie tylko na zdjęciach, ale przede wszystkim gdzieś głęboko w środku.

Ten wyjazd przerósł nasze oczekiwania. Nie dlatego, że wszystko było perfekcyjne, ale dlatego, że wszystko było prawdziwe. Było miejsce na zdrowe jedzenie, odpoczynek, ruch, rozmowy, śmiech i kobiecą energię, ale też na hiszpańskie wino, spontaniczne chwile i zwykłą radość życia. Dokładnie w duchu zasady 80:20, która przypomina, że balans jest ważniejszy niż perfekcja.
Do Polski wróciłyśmy opalone, spokojniejsze i pełne nowych inspiracji. I choć ten ReSet dobiegł końca, już dziś wiemy, że jesienią wracamy z kolejną edycją.
Bo czasami naprawdę trzeba się zatrzymać, żeby ruszyć dalej 🌴🦋
Magda 🦋

