Organizm dużo mówi. Czasem największą zmianą jest w końcu go usłyszeć
Wczoraj był Międzynarodowy Dzień Celiakii i pomyślałam sobie, jak bardzo przez ostatnie lata zmieniła się moja świadomość dotycząca jedzenia, zdrowia i tego, jak organizm potrafi komunikować się z nami każdego dnia. I nie chodzi tylko o sam gluten, ale o dużo szerszy obraz. O styl życia, codzienne wybory, stan zapalny, energię, hormony i o to, że ciało naprawdę reaguje na wszystko, co robimy mu regularnie.
Temat celiakii pojawił się w moim życiu prawie trzy lata temu, kiedy diagnozę usłyszał mój syn. I choć dziś wiem, że była to dla nas, całej rodziny, ogromna lekcja świadomości, pamiętam też moment, w którym nagle zaczęliśmy patrzeć na jedzenie zupełnie inaczej. Bo celiakia nie kończy się na jednej osobie i jednej kartce z wynikiem badań. Ona wchodzi po cichu do codzienności, do kuchni, zakupów, wyjazdów, restauracji, szkolnych imprez i wszystkich tych momentów, o których wcześniej człowiek nawet nie myśli.
I może właśnie dlatego temat żywienia jeszcze bardziej mnie wciągnął. Nie w kontekście kolejnej modnej diety, tylko prawdziwego wpływu jedzenia na zdrowie i funkcjonowanie organizmu. Im więcej się uczę, tym bardziej widzę, jak bardzo bagatelizujemy wpływ codziennych nawyków na nasze samopoczucie, hormony, jelita, energię i zdrowie metaboliczne.
Podczas ostatniego ReSetu na Costa del Sol dużo rozmawiałyśmy z dziewczynami właśnie o tym. Nie o restrykcyjnych dietach, modnych detoksach i liczeniu kalorii, tylko o normalnym jedzeniu, które ma organizm odżywiać, regulować i wspierać, a nie być kolejnym źródłem stresu.

Siedziałyśmy razem przy stole w pięknych okolicznościach przyrody, jedząc świeże owoce morza, ryby, warzywa dojrzewające w słońcu, soczystą papaję z limonką, oliwę z oliwek, która smakuje zupełnie inaczej niż ta kupowana w biegu między jednym obowiązkiem a drugim. I właśnie wtedy po raz kolejny pomyślałam sobie, że dieta śródziemnomorska wcale nie jest „dietą”. To raczej styl życia ludzi, którzy jeszcze nie zdążyli pokłócić się z jedzeniem.
Bo tam jedzenie nadal jest częścią życia, a nie projektem do kontrolowania.

I chyba właśnie dlatego od lat tak bliska jest mi dieta śródziemnomorska. Nie dlatego, że jest modna, tylko dlatego, że jest jedną z najlepiej przebadanych diet na świecie i po prostu ma sens. Jej podstawą są proste, naturalne produkty: dużo warzyw, ryby i owoce morza, dobre tłuszcze, oliwa z oliwek, strączki, kasze, pełnowartościowe białko, błonnik, świeże owoce, orzechy i jak najmniej przetworzone jedzenie. To sposób odżywiania, który naturalnie działa przeciwzapalnie, wspiera jelita, gospodarkę hormonalną, poziom energii i stabilizację cukru we krwi.
I właśnie to jest dziś ogromnym problemem wielu ludzi. Nie to, że jedzą „za dużo”, tylko że organizm jest chronicznie niedożywiony jakościowo mimo nadmiaru kalorii. Za mało błonnika, za mało składników mineralnych, za mało białka, a za dużo produktów, które dają chwilową przyjemność i bardzo szybki spadek energii.
Uśmiecham się czasem, że osoby, które mnie nie znają, myślą, że skoro mam szczupłą sylwetkę, to pewnie nic nie jem i żyję na jakiejś restrykcyjnej diecie ;) Tymczasem jem naprawdę wystarczająco, tylko moje posiłki są po prostu wartościowe, sycące i mało przetworzone. Dużo warzyw, ryb, kasz, błonnika, zdrowych tłuszczów, pestek, orzechów i dobrego białka. Jem do syta, bez obsesji i bez ciągłego podjadania, bo organizm, który jest dobrze odżywiony, działa inaczej.
Od ponad 30 lat nie jem wieprzowiny. Jedynym czerwonym mięsem, które jem, jest stek wołowy medium, ale bardziej „od święta” niż na co dzień. Od lat praktycznie nie jem też słodyczy, choć jednocześnie absolutnie nie żyję w żadnej obsesji. Jeśli mam ochotę na dobre ciastko, po prostu je zjem i idę dalej. Zdrowe odżywianie nie powinno być więzieniem ani karą.
I właśnie dlatego od lat obserwuję na sobie, jak ogromny wpływ ma jedzenie na zdrowie. Nie tylko na sylwetkę, ale na hormony, energię, tarczycę, skórę, apetyt i samopoczucie. Po czterech ciążach bardzo szybko wracałam do swojej wagi bez restrykcyjnych diet i bez katowania się treningami. W ciąży przybierałam około dziesięciu kilogramów i organizm naturalnie wracał do równowagi. Nie dlatego, że mam „geny”. Wręcz przeciwnie, bo w mojej rodzinie kobiety od lat zmagają się z nadwagą, ciągłym głodem i problemami metabolicznymi. Dlatego jeszcze bardziej widzę, jak ogromne znaczenie ma styl życia i codzienne wybory.
Dieta pomogła mi też ustabilizować Hashimoto do tego stopnia, że mimo diagnozy nie muszę przyjmować leków. Widzę również ogromny wpływ odżywiania na gospodarkę hormonalną i okres okołomenopauzalny, o którym nadal mówi się zdecydowanie za mało.
I właśnie dlatego podjęłam studia z dietetyki - nie dlatego, że nagle odkryłam zdrowe jedzenie ;) Tę wiedzę budowałam latami na własnym organizmie, obserwacjach, doświadczeniu i ogromnej ciekawości człowieka. Zdobycie dyplomu z dietetyki jest dla mnie bardziej potwierdzeniem tej wiedzy nauką i wejściem na jeszcze wyższy poziom, żebym mogła pomagać kobietom jeszcze bardziej świadomie, profesjonalnie i kompleksowo.
Bo dziś już naprawdę nie wierzę w szybkie diety cud. Wierzę w codzienne wybory, regularność, równowagę i zdrowie budowane małymi rzeczami każdego dnia.
I może właśnie dlatego podczas naszego ReSetu przy wspólnych posiłkach, świeżych rybach, owocach morza, warzywach dojrzewających w hiszpańskim słońcu i prostym jedzeniu miałam poczucie, że pokazuję dziewczynom coś dużo ważniejszego niż „dietę”.
Pokazuję im styl życia, w którym organizm w końcu może odetchnąć.
Magda 🦋

